Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
260 postów 1433 komentarze

RP - Primum Non Nocere

Ryszard Opara - Polak. Patriota. Humanista.

KONCERT NA NARODOWYM – ZAWSZE W LEWO

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Wszystko, czego sobie życzymy, o czym marzymy i czego się spodziewamy, z pewnością nam się przydarzy. Sęk w tym, że zawsze za późno i zawsze jakoś inaczej”. Przewrotne diabelnie…

KONCERT NA NARODOWYM – ZAWSZE W LEWO
Prawdy, fałsze, fantazje

Poniżej artykuł Pana Adama Jaźwieckiego, który ukazał się w Tygodniku Żużlowym ale Pan Adam zasugerował aby to opublikować również w Neon24.pl.
Znam Pana Adama od lat – jesteśmy przyjaciółmi od zawsze.
To właśnie on kiedyś przekonał mnie aby kupić tygodnik Ekran.
Mieliśmy razem drukować formę papierową – jakoś nic z tego nie wyszło – ale potem... powstał portal NowyEkran.pl. Dalszą historię Państwo znacie.
Uważam, że Pan Adam, który jest fanatykiem żużla - ma znakomite pióro.
Poniższy artykuł jest bardzo refleksyjny. Mam nadzieję Adam - założy u nas własnego bloga i na stałe zagości na łamach Neon24.pl

Ryszard Opara

Koncert na Narodowym i Chopin w Łazienkach


Stolica, to stolica. Warszawa. Bogaty weekend. W sobotę szczyt speedway’owski na Stadionie Narodowym, następnego dnia piłkarze Legii rozgromili Termalikę a romantyczny hymn legionistów “Sen o Warszawie” w ten słoneczny dzień leciał daleko z Łazienkowskiej, w tym mniej więcej czasie słuchałem w pełni słońca, przy pokaźnym audytorium koncertu chopinowskiego pod pomnikiem kompozytora w Łazienkach.

Co było najlepsze? Speedway i Chopin, i myślę, że za taki wybór nikt mi nie dokopie.
Stadion Narodowy, sportowa bombonierka na Powiślu. Korki dojazdowe nieziemskie, drugi turniej z tegorocznego serialu Grand Prix. Pierwszy odbył się na naturalnym torze w słoweńskim Krsku.

Z układanymi torami bywają trudności i wymagają one kunsztu. Narodowy ma dach, zakrył niebo, otworzył widowisko na długo do pamiętania. Spotykam Adama Olkowicza, który był guru przy piłkarskim Euro 2012 a stadion odsłonił wtedy swoje oblicze. Adam może być dumny, ale to skromny człowiek.

Warszawska Grand Prix ma swoją historię, organizatorzy wyciągnęli wszystkie wnioski i stworzyli żużlowy koncert na 274 m torze, na widowni prawie 50 tysięcznej. Były szef światowego żużla Norweg Roy Otto przyleciał nad Wisłę, obok niego działacz węgierski Janos Nadasdi, który długo działał na forum żużlowym, choć dużo mu zawdzięczaja rodacy przy promocji wyścigów F – 1 na torze pod Budapesztem. Na imprezie było pokaźne grono działaczy, byli rozmaici celebryci i byli kibice, którzy zobaczyli świetne wyścigi. Spektakl off Broadway nad Wisłą.

Polacy nie wygrali, niektórzy z nich byli zawiedzeni. Nie dziwię się, mogli zdominować podium. Zwyciężył szybki jak rakieta Szwed Fredrik Lindgren, który w finale ograł Macieja Janowskiego, jednego z pięciu polskich zawodników. Kosmicznie “latał i obijał” się o bandy Bartosz Zmarzlik; chciał wygrać wszystko, ostatecznie nie pojechał w finale.

Bracia Pawliccy: Piotr i z “dziką kartą” starszy od niego Przemysław byli nierówni, wprost przeciwnie do niemal idealnej nawierzchni toru wypracowanego przez trzykrotnego mistrza świata Duńczyka Ole Olsena, korzystającego z podpowiedzi nie tylko Zenona Plecha.

W poprzednim turnieju w Krsku Patryk Dudek był trzeci, tym razem zabrakło mu dojazdu do finału. Lindgrenowi przygotował silnik ”zegarkowy” Szwajcar Marcel Gerhard, który specjalizował się w jazdach na długim torze i był mistrzem świata, silnik jak gazela a zawodnik mocno doświadczony. Jest w gronie kandydatów do tytułu mistrza świata. Anglik Tai Woffinden, który ma ciało wytatuowane od stop po szyję, jeszcze nie złapał rytmu, potrafi i jeszcze pokaże, gdzie należy nosić kolczyk a lubi je mieć. Warszawska Grand Prix była wielkim sygnałem dla ikon światowego żużla czyli trzykrotnego mistrza świata Duńczyka Nickiego Pedersena oraz czterokrotnego mistrza globu Amerykanina Grega Hancocka. Nie liczę lat, Jankes ma 46. Jeszcze chce, jeszcze i jeszcze ale jak długo można? Filozofia sportowców z żelaza bywa refleksyjna, gdyż albo odchodzi się ze sceny w glorii, albo goni rozpaczliwie uciekającą młodzież.

Zarówno Nicki, jak i Greg mają medale, rutynę, ambicje nie wygasają i na pewno nie odpuszczą, potrafią jeszcze pogonić młodszych rywali, jednak dostają sygnały, że udany koniec wieńczy dzieło.

Oglądanie pleców jest miłe, lecz dotyczy raczej płci pięknej. Podprowadzające na starcie urodziwe panie ubrane seksownie w obcisłą czerń nie były obojętne wzrokiem, poruszały się, jak na wybiegu modelki a maszyna startowa nie zawodziła. Perfekt.

Ryszard Opara, który ongiś promował żużel na Stadionie Gwardii i wyścigi na lodzie w ramach Grand Prix na warszawskich Stegnach, razem z siedzącym obok aktorem Stefanem Friedmanem- mieli co podziwiać.

Prawie wszystkie wyścigi na styk, mijanie, gonitwy i ryk widowni, barwnej, “podjaranej” na max - od startu do mety. Ktoś to przewidział? Zaplanował? Absolutnie; sport jest niespodziankowy, wzruszający i urokliwy zwłaszcza pod dachem, kiedy pogoda nie reżyseruje sceny walki.

Tak było teraz. “Super wyścigi, fajna impreza”, powiedział mi pierwszy/1973/ polski mistrz świata Jerzy Szczakiel w opolskiej formie/, który oczywiście przyjechał na “Narodowy”.

Dla wszystkich, którzy zjawili się na speedszczyt w Warszawie, był to wieczór do filmowania, utrwaleniem w pamięci z nadzieją, że za rok znów odbędzie się tutaj koncert w wykonaniu żużlowej elity. Organizatorzy mają chyba wyobraźnię i podpiszą kontrakt na następne lata, bo stolica za trzecim razem zaakceptowała taką imprezę i wpisuje do kalendarza na przyszłość.

I radzę, żeby dla gości zrobić jeszcze po turnieju towarzyską imprezę, zabawę/ żeby się działo na 100 fajerków, w ogromnym namiocie poza stadionem, aby tam wyszumieć, wygadać, wyśpiewać wszystkie emocje, z dobrą kapelą, jedzeniem i piciem. Taka impreza potrzebuje przedłużenia, bo też tempo/sprawny sędzia szwedzki Krister Gardell/było OK.

Rozmawiałem z wieloma przybyłymi po raz pierwszy na takie zawody, którzy oczarowani, przeżyli niespodziewane emocje w atmosferze afrodyzjakowego zapachu żużla.
“Fantastycznie i bajkowo, znów będziemy, bo mamy zakodowane doznania niesamowite”. Dziewicze i prawdziwe opinie, bez gnuśnego zrzędzenia malkontentów w stylu, że woda za mokra. Live na stadionie załatwia zawsze przekaz bez suflerów. Realnie, bez złośliwych, kanapowych uwag.

Idealny byłby finał serialu Grand Prix w październiku na Narodowym a nie w dalekim Melbourne, kiedy zawodnicy już mają dość sezonu. Wnosiłem taki projekt, bo jak już na Antypodach, to tylko na wiosnę, kiedy w Europie zima jeszcze mocno dokucza. Firma BSI z Londynu zarządzająca serialem powinna tak zrobić, co byłoby logicznym układem turniejów GP.

Prezes PZM Andrzej Witkowski, zarazem wiceprezydent Międzynarodowej Federacji Motocyklowej FIM/, musi postawić warunki na ostrzu brzytwy angielskim dzierżawcom. Można zazdrościć takich zawodów w Warszawie, co potwierdzało sporo ludzi żużla, w ogóle koneserów sportu, którzy nie omijają imprez, dużo widzieli i mają porównania ze świata. Potwierdzam, turniej był inteligentnie, sprawnie zorganizowanym widowiskiem.

Z Pragi przylecieli czescy organizatorzy GP, którzy mają zawody 10 czerwca; u nas 50 tysięcy ludzi, oni stadion pięć razy mniejszy. Atmosfery nie ogranicza jednak wielkość stadionu, potęguje wielkość, na pewno, lecz sztuką jest zrobić “żużlowy koncert” w każdych warunkach. Czeska stolica ma inne przyciągające walory, polska stolica daje światu imprezę w stylu Rolling Stones, którzy wyruszają znów na podbój Europy. Przyznam nieskromnie, że widziałem w życiu różnej rangi sportowe widowiska od Azji po USA, acz speedway na starym, legendarnym Wembley mam zawsze przed oczyma, no i GP warszawskie: pierwsza/niestety/ i ostatnia /super!!!/, także zalogowały mi się na lata, bez bicia piany nadaremnie. Ostatnie, warszawskie wydarzenie miało dreszcze, duszę, obrazki, teatr na torze i na trybunach. I hołd dla Tomasza Golloba.

Kończę, bo dopadł mnie katowicki świt, nie nadwiślański a pachnący zielonym majem.
2 koncerty w 2 dni; speedway na Narodowym i plenerowy Chopin w Łazienkach Królewskich.

Świetne wyścigi, showmax i muzyka Fryderyka, która nie przeminie nigdy.
Jak poruszająca pieśń/hymn stołecznej Legii o Warszawie Niemena ze słowami Marka Gaszyńskiego która równie dobrze może być hymnem dla następnych żużlowych Grand Prix na Powiślu. I to jest mój kolejny, kolorowy sen.Tylko sen?

Za wielkie marzenia? Kobiety mówią, że dorośli mężczyźni mają chłopięce marzenia.

PS. “Urywam” więc jeszcze kawałeczek z książki Jurija Andruchowycza pt. “Dwanaście kręgów”; filozoficzny, życiowy:
“Wszystko, czego sobie życzymy, o czym marzymy i czego się spodziewamy, z pewnością nam się przydarzy. Sęk w tym, że zawsze za późno i zawsze jakoś inaczej”. Przewrotne diabelnie…

Nie mogłem więc tego nie wspomnieć, taki już jestem.

Adam Jaźwiecki
Felieton na 28 maja 2017, pozdrawiam AJ

KOMENTARZE

  • Żużel
    Żużel - piękny sport dla twardzieli
    5*
    Miłego dnia i weekendu
  • @Husky 08:19:11
    czyli na pewno nie dla Ciebie ;)

    ps. Nie podlizuj się tak...
  • Pięknie
    Trójka na podium
    Pawlicki ,Dudek ,Janowski SPG Speedway
    fantastycznie

    https://pbs.twimg.com/media/DA2uJYoWAAEcnf_.jpg
  • o, też byłem
    moim faworytem był Bartosz Zmarzlik ale po biegu eliminacyjnym i tym co w nim wyczyniał cieszyłem się że się już tylko, ze się nie potrzaskał
    kiedy żużel w Warszawie? Na pewno nie za HGW, kiedyś Guział coś obiecywał...oby nie tak jak Liroy czasowe zawieszenie OC

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
 123456
78910111213
14151617181920
21222324252627
28293031